Mazowsze serce Polski nr 9/19
Miesiąc z życia praktykanta
2019.09.17 09:40 , aktualizacja: 2019.09.25 12:02
Autor: Krzysztof Nadratowski praktykant V edycji Praktyk u marszałka, Wprowadzenie: Małgorzata Wielechowska
W wakacje znalazłem się w grupie 90 studentów z całego Mazowsza, którzy wzięli udział w „Praktykach u Marszałka”. Czy wyciągnęliśmy lekcję i jak wygląda praca w urzędzie z naszej perspektywy?
Już po raz piąty mogliśmy się stać częścią urzędu marszałkowskiego. Zaczęło się od testu wstępnego. By dostać się na praktyki, trzeba było się wykazać wiedzą o Mazowszu i działaniu urzędu. Jeśli więcej aplikujących do tej samej komórki (wydziału czy biura) uzyskało ten sam wynik – czekała ich dodatkowo rozmowa.
Z listą zadań
Zanim usiedliśmy przy biurkach, musieliśmy pokonać sporo formalności i wypełnić dokumenty, których w takiej liczbie jeszcze nigdzie indziej nie spotkałem. Potem seria szkoleń i to, co najważniejsze – praca!
Gdy wybierałem się na praktyki, koleżanka, która miała doświadczenie w pracy w urzędach, poradziła mi zabrać ze sobą kilka książek, by przetrwać te wszystkie dni nudy. Poza tym często słyszałem, że czeka mnie parzenie kawy i obsługa kserokopiarki. Ale rzeczywistość nas zaskoczyła. Praktykanci w urzędzie marszałkowskim wykonują realną pracę, a osobie z zewnątrz trudno byłoby wskazać, kto z nas tylko praktykuje, a kto jest pełnoetatowym pracownikiem.
– Gdy nasi opiekunowie i kierownicy poznają już, że można na nas polegać i nam ufać, dostajemy zadania jak każdy pracownik – zero taryfy ulgowej – przekonuje Adrianna Pugacz, która już drugi raz odbyła praktyki w dziale BHP w Departamencie Organizacji.
Jak zauważa, dzięki różnorodności dostępnych wydziałów każdy uczestnik znajdzie komórkę, w której nauczy się czegoś przydatnego – niezależnie od zainteresowań czy kierunku studiów.
– Każdy z nas jest inny i wnosi do urzędu coś innego. To ciekawe doświadczenie pracować z różnymi ludźmi, o różnych umiejętnościach i zainteresowaniach, a jednak dla wspólnych celów – dodaje.
Osobiście miałem przyjemność pracować w Biurze Prasowym w Kancelarii Marszałka. Rzadko kiedy się nudziłem. Pisanie tekstów, przeprowadzanie wywiadów podczas wydarzeń i konferencji, ciągły kontakt z dziennikarzami i instytucjami – żaden dzień nie upłynął na wykonywaniu tylko jednego zadania. Praca wymagała też częstych kontaktów z innymi departamentami, dzięki czemu można było poznać urząd niemal od A do Z. Czasem stanowiło to też spore wyzwanie, np. gdy skomplikowane dane musiałem przedstawić (w krótkim czasie) w przystępny sposób w informacjach prasowych. Mogłem też obserwować pracę zarządu województwa oraz obrady sejmiku. Była to zatem prawdziwa lekcja działalności samorządu i okazja do znalezienia się w centrum najważniejszych dla Mazowsza wydarzeń.
Z pomocną dłonią
Co ważne, żaden praktykant nie jest pozostawiony sam sobie. Każdy uczestnik otrzymuje swojego opiekuna, który uczy, tłumaczy i powierza zadania. Dzięki ich pomocy możemy nie tylko się odnaleźć w skomplikowanych procedurach, ale też poczuć się częścią zespołu. Dlatego w dużej mierze od nich, ale i pozostałych pracowników zależy, jak będziemy wspominać pracę w urzędzie.
– Czas praktyk upłynął w bardzo przyjemnej atmosferze. W razie potrzeby zawsze znalazł się ktoś chętny do pomocy i wytłumaczenia wszelkich wątpliwości – zapewnia Zuzanna Kantorek, która jako miejsce praktyk wybrała Wydział Współpracy z Zagranicą w Kancelarii Marszałka.
Co ważne, udało się jej dostać do wydziału bezpośrednio związanego z jej kierunkiem studiów – europeistyką.
– Do moich obowiązków należało przygotowywanie listów okolicznościowych, sprawozdań, tłumaczeń i rozliczeń z wyjazdów. Mogłam też wziąć udział w spotkaniu z delegacją studentów z Hongkongu – wymienia studentka. – Podczas pracy lepiej poznałam zasady i rolę współpracy międzyregionalnej – podsumowuje.
Z gotówką w kieszeni
Oprócz zdobytej wiedzy i doświadczenia są także bardziej wymierne korzyści z udziału w praktykach. W tym roku praktykanci mogli otrzymać 2205 zł brutto wynagrodzenia za miesiąc pracy na podstawie umowy zlecenia. Pieniądze dla praktykantów i stażystów niestety nie są normą na rynku. Nawet w znaczących instytucjach i dużych przedsiębiorstwach oferuje się często jedynie zaświadczenia o odbytym stażu lub wyjątkowo niskie stawki na podstawie umowy o praktykę absolwencką. Osoby, które samodzielnie się utrzymują, muszą rezygnować z bezpłatnych praktyk, przez co niejednokrotnie tracą szansę na rozwój, a pracodawcy – na zdobycie zaradnych pracowników. Dlatego tym bardziej cieszy, że urząd marszałkowski daje na tym polu dobry przykład i docenia pracę młodych ludzi.
Co ciekawe, wśród praktykantów zawsze można spotkać osoby, które zgłosiły się do programu już drugi czy trzeci raz. Z pracy w urzędzie zostają dobre wspomnienia. Zdobyłem wiedzę i wynagrodzenie, ale też autentycznie zżyłem się z zespołem, do którego trafiłem. „Praktyki u Marszałka” to wartościowe doświadczenie nie tylko dla tych, którzy chcą kiedyś pracować i działać w samorządzie. Nawet jeśli nasze zainteresowania i wizje własnej przyszłości zdecydowanie odbiegają od pracy w urzędzie, to mamy szansę lepiej poznać i zrozumieć działanie instytucji, która w końcu znacząco wpływa na nasze otoczenie.
Liczba wyświetleń: 237
powrót