Mazowsze serce Polski nr 2/18

Hu hu ha – gdzie ta zima zła…

2018.02.13 06:40 , aktualizacja: 2018.02.13 13:07

Autor: Wysłuchał i spisał Marcin Rzońca, Wprowadzenie: Paweł Burlewicz

Pogoda zmienną jest i non stop płata figle. Pory roku tracą swój charakter i urok. Klimat się zmienia, niekoniecznie na lepszy.

 

– Uwielbiam takie zimy, bez śladu śniegu i z plusem na termometrze – uśmiechnął się pan Jerzy, rozpiął kurtkę, poluzował szalik i rozparł się wygodnie na rozświetlonej styczniowym słońcem ławeczce. – Nie dość, że fajnie się spaceruje i siedzi tutaj w pańskim towarzystwie, to jeszcze jakie oszczędności dla gospodarki i budżetów. Nawet domowych. Żadnych pługów śnieżnych nie trzeba, zużycie energii mniejsze, smogu ze starych pieców jakby odrobinę mniej. Zimowe ciuchy i buty zostają w domu, a my możemy lżej ubrani nie pocić się zbytnio, jak w futrze podczas najkrótszej wyprawy do sklepu. Same plusy.

 

– Ej, panie Jurku, zima to ma być zima, śnieg powinien być! Może za jakimiś wielkimi mrozami nie tęsknię, ale jednak dzieciaki miałyby z czego lepić bałwana, a urok kuligów i sanek niech nie przechodzi do działu legend i bajek – westchnął pan Zdzisław, powoli zbierając w głowie argumenty na wyższość zimy klasycznej nad roztopową. –  Temperatury skaczą, a przez to wirusy się lęgną i dzieciaki chorują. Minus dziesięć wytłukłoby całe świństwo z powietrza i ziemi. Potem przychodzi wiosna – też mocno pogodowo popsuta, z opadami, wiatrami, czasem właśnie wtedy uderzają śniegi i ujemne temperatury. Przyroda głupieje, plony spadają, zmienia się kalendarz prac polowych. A ceny żywności rosną. Wreszcie lato. Wcale nie upalne, jak być powinno, a rozchybotane i nieprzewidywalne. Wychodzi na to, że dziura ozonowa daje znać o sobie, człowiek swoją zgubną działalnością burzy porządek pór roku. Nic nie jest na swoim miejscu i w odpowiednim czasie.

 

– Wiadomo, że nie dzieje się to bez przyczyny – pan Jurek niby podzielił zdanie kolegi, ale nadal postanowić brnąć w potęgę śniegów. – W dzisiejszych czasach ludzkiego lenistwa i braku chęci do czynu społecznego czy wypełnienia swoich obowiązków, zima stulecia byłaby dla niejednego końcem świata!

 

– Pewnie tak – tym razem pan Zdzisław okazał się zgodny. – Co roku przecież, tak czy siak, zima w końcu zaskakuje drogowców, a silniejsze powiewy wiatru stawiają na nogi wszelkie możliwe służby. Większe opady deszczu zamieniają nasze ulice w rwące potoki, a niektóre odcinki autostrad, nawet świeżo wybudowane, w jeziora. To jakby trafiła się wreszcie po latach prawdziwa zima, trwająca – jak natura chciała – ze trzy miesiące, cieszyłyby się chyba tylko dzieciaki, śmigające na sankach i łyżwach.

 

– A wiesz pan co? – pan Jurek zdjął już nawet czapkę i szalik, po czym spojrzał w bezchmurne niebo. – Zima ma być zimą. Ale jak jej nie ma, to można o niej chociaż pogadać na naszej ławeczce. Temat dużo lepszy niż par excellence zawracanie głowy polityką. Byleby tylko nie zapomnieć o tradycji topienia marzanny na wiosnę. Albo żeby marzanna bawełnianej głowy o lód na rzece nie rozbiła, jak mrozy zaatakują w kwietniu…

Liczba wyświetleń: 117

powrót